W przypadku PiS powiedzenie „nieszczęścia chodzą parami” należy zmienić na: katastrofy chodzą stadem.

Afera KNF, nepotyzm w postaci zatrudnienia syna Mariusza Kamińskiego w Banku Światowym za blisko 500 tys. zł rocznie, czyli ubogacona wersja 500+ dla swoich. Dochodzi do tego kapitulacja PiS wobec Trybunału Sprawiedliwości UE, cząstkowa, lecz symboliczna, zwłaszcza dla wiernego elektoratu.

Do tej puli katastrof autorską cząstkę dołożył wicepremier Gliński, oznajmiając w tygodniku „Wprost”, że PiS ma być traktowany przez opozycję „jak Żydzi przez Goebbelsa”. Te słowa obrażające pamięć ofiar Zagłady i Zagładę banalizujące rozeszły się po świecie, przekonując o ignorancji i pysze władzy. Wpisały się także w spektakularny sojusz PiS z nacjonalistami i neofaszystami podczas Marszu Niepodległości 11 listopada. Dotąd to te kręgi mówiły o Zagładzie z podobną arogancją. Toteż niewygasłe ambicje PiS, żeby zachować centrowych wyborców z 2015 r., właśnie wędrują na śmietnik.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej