Można się spierać, czy PiS całkowicie zdewastowało zaufanie do państwa przy okazji zmian w wymiarze sprawiedliwości. Być może dopóki ktoś nie trafi w swojej prywatnej sprawie na sędziego z politycznego nadania i na własnej skórze nie przekona się, co to znaczy brak niezawisłości sędziowskiej, nie zrozumie, o co walczyły nie tylko całe zastępy prawników. Może ten spór o utrzymanie trójpodziału władz wydawał się zbyt abstrakcyjny, trudny i skomplikowany, niemający wpływu na codziennie życie. Oczywiście do czasu. Ale tego czasu PiS miał jeszcze trochę, więc mógł w miarę bezkarnie przejmować niezależny wymiar sprawiedliwości pod pozorem troski o obywateli.

Teraz już się nie uda. Teraz chodzi o pieniądze. Moje pieniądze – pomyśli obywatel. A jak mowa o pieniądzach, to jest to już bardzo konkretna i wymierna rzecz. Dotyczy każdego w każdym momencie. Afera i dymisja szefa KNF sprawiła, że łatwiej będą nasuwać się wątpliwości, czy instytucje państwa naprawdę strzegą moich pieniędzy. Czy może raczej dbają głównie o swoje pieniądze. PiS sam podważył zaufanie obywatela do elit, wmawiał mu, że elity chcą się tylko bogacić. Teraz ludzie PiS są elitą, teraz do nich zaufanie staje się ograniczone.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej