Politycy PiS grzmią, że Hanna Gronkiewicz-Waltz postąpiła niezgodnie z konstytucją, Antoni Macierewicz straszy ją prokuraturą, gdyż według niego tylko wojewoda miał prawo rozwiązać marsz, a tak się złożyło, że wojewoda Zdzisław Sipera nie miał takiej odwagi, starczyło mu jej tylko, by zakazać kontrmanifestacji smoleńskich, co zresztą uchylił sąd.

Niezła hipokryzja ze strony rządzących. Z jednej strony krytykują prezydent Warszawy, a z drugiej ochoczo przejmują marsz narodowców i w to miejsce organizują marsz państwowy.

Jeszcze przedwczoraj premier Morawiecki mówił, że nie pójdzie na marsz, bo się obawia prowokacji. Po ogłoszeniu decyzji prezydent Warszawy spotkał się jednak z prezydentem Andrzejem Dudą i ogłosili, że teraz oni organizują marsz. Będą szli tą samą trasą, co narodowcy.

Narodowcy nie dają za wygraną i krzyczą: „Hanka i tak przyjdziemy”. Odwołali się do sądu, ale nawet gdy sąd uzna ich racje, władza państwowa zapowiedziała, że marszu nie odda. Będzie go organizował resort obrony, bo jak wiadomo - w policji panuje psia grypa i co trzeci policjant jest na L4, co m.in. było jednym z powodów, dla których Gronkiewicz-Waltz uznała, że warszawiacy nie będą mieli zagwarantowanego bezpieczeństwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej