Po pierwsze, ze względu na wartości i zasady. W demokratycznym państwie prawa władza nie może być cenzorem aktywności obywateli.

Owszem, organy państwa mają obowiązek ścigać osoby popełniające przestępstwa, więc skandalem jest postępowanie prokuratury pod kierownictwem Zbigniewa Ziobry i policji pod dowództwem pisowskich ministrów, które po poprzednich Marszach Niepodległości i innych wystąpieniach skrajnej prawicy nie pociągnęły do odpowiedzialności ludzi winnych przestępstw. Odnieść można wrażenie, że pisowskie państwo rozpostarło nad polską prawicą nacjonalistyczną i nad faszystami parasol, pilnując, by nie spadł im włos z głowy.

Środkiem zaradczym na to nie może być jednak zakazywanie organizowania demonstracji, które formalnie odbywają się pod hasłami patriotycznymi, a nie rasistowskimi, nawet jeśli mamy uzasadnione przekonanie, że dadzą one okazję do popełnienia kolejnych przestępstw. Karać trzeba konkretnych przestępców, a nie wszystkich ludzi chcących uczestniczyć w demonstracjach. Można też rozwiązać demonstrację, ale już po popełnieniu przez jej uczestników przestępstwa, a nie prewencyjnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej