Gdy ogłoszono wyniki exit poll, wszyscy (ja także) rozpływali się nad PSL: osiągając sondażowe 16,3 proc., obronił się przed nawałnicą propagandową PiS prowadzoną bezpardonowo przez telewizję publiczną, która dla mieszkańców słabiej zurbanizowanej Polski jest głównym źródłem informacji, nie dał się zabić, nadal jest istotnym podmiotem w polityce regionalnej, lokalnej i ogólnokrajowej.

Wyniki zbiorcze wyborów do sejmików i do rad powiatów ziemskich każą skorygować tę optymistyczną ocenę. PSL wprawdzie przeżył, ale śmierć zagląda mu w oczy i nie wiadomo, czy przeżyje wybory do Sejmu. W wyborach do sejmików Stronnictwo uzyskało 12,1 proc. głosów, a biorąc pod uwagę relację między wynikami sejmikowymi a sejmowymi w przeszłości, stawia to wejście PSL do Sejmu w 2019 r. pod olbrzymim znakiem zapytania.

Od czasu powstania w 2005 r. dwubiegunowej, opartej na PO i PiS, struktury polityczno-partyjnej do 2014 r. wynik PSL w wyborach sejmowych mieścił się w przedziale 7-9 proc., natomiast w wyborach sejmikowych w przedziale 13-16 proc. W 2014 r. w wyborach sejmikowych PSL uzyskał oszałamiające 24 proc., ale jak tego dowiodło po licznych analizach grono kompetentnych specjalistów, był to efekt zbroszurowania karty wyborczej, która przedtem miała formę płachty. Ponieważ PSL wylosował numer 1, część wyborców zainteresowanych wyłącznie wyborami w gminie z rozpędu stawiała krzyżyk przy ich liście. Ten nienależny bonus oszacowano na 6 pkt proc., więc skorygowany wynik stronnictwa wyniósłby ok. 18 proc. W wyborach do parlamentu w 2015 r. PSL ledwo przeczołgał się przez próg wyborczy, uzyskując 5,1 proc. głosów. Obecne sejmikowe 12,1 proc. to kiepski prognostyk.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej