Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk kompletnie się w poniedziałek zacukał pytany w TOK FM przez Dominikę Wielowieyską o to, jacy zagraniczni goście przybędą na zaproszenie polskich władz na obchody stulecia niepodległości. Złośliwi twierdzą, że Warszawę odwiedzi tylko węgierski przyjaciel PiS. A w 2014 r. na 25-lecie wolnej Polski zjechali do nas wielcy tego świata, z prezydentem Obamą na czele.

Także w poniedziałek rzecznik prezydenta Błażej Spychalski zdezawuował apel własnego pryncypała, żeby razem iść w Marszu Niepodległości. Potwierdził w RMF FM, że Andrzej Duda w tym marszu nie weźmie udziału.

A przecież dwa dni wcześniej prezydent w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” („Plus Minus” 27-28 października) mówił: „Chciałbym, żebyśmy razem poszli w Marszu Niepodległości, i jest to kwestia odpowiedzialności wobec społeczeństwa. Stańmy obok siebie i pokażmy ludziom, że można być razem. Można się nie gryźć”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej