prof. dr hab. Mirosław Szreder – dziekan Wydziału Zarządzania i kierownik Katedry Statystyki Uniwersytetu Gdańskiego

Gdyby przed niedzielnymi wyborami samorządowymi zawiódł jeden lub kilka sondaży, to pewnie łatwiej byłoby nam zaakceptować znane skądinąd pocieszenie „Polacy, nic się nie stało!”. Ale gdy sondaże wykazują trwałe, wielotygodniowe niedoszacowanie jednej partii lub jej kandydatów (PSL, Koalicja Obywatelska) i przeszacowanie innej (PiS), to warto szukać przyczyn i źródeł takich systematycznych błędów. Nie przekonuje mnie argument Rafała Zakrzewskiego, że za błędy odpowiada przede wszystkim trudna do przewidzenia dynamika kampanii wyborczej. Chętnie bronią się w ten sposób autorzy słabej jakości sondaży, powtarzając tezę o tym, że „sondaże są tylko fotografią danego momentu”, ale jeśli kilka szczególnych kolorów na tych fotografiach, wykonywanych w odstępach kilkudniowych przez dłuższy czas, jest wyraźnie zniekształconych, to czyż nie lepiej zadać sobie pytanie o stan techniczny aparatu fotograficznego? Innymi słowy, trwałe i systematyczne błędy sondaży powinny nas wszystkich – polityków, dziennikarzy i wyborców – skłonić do przyjrzenia się jakości metod i narzędzi badawczych stosowanych przez sondażownie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej