Jarosław Kaczyński zapowiedział, że właśnie zaczęła się najdłuższa kampania wyborcza. Potrwa do 2020 r., do wyborów prezydenckich. A to oznacza jedno: będzie brutalna, bardzo brutalna. Po wyborach samorządowych PiS i Koalicja Obywatelska mogą być zadowolone – wszyscy w pewnym sensie wygrali, co oznacza, że nic nie zostało rozstrzygnięte ani przesądzone na przyszłość. Walka właśnie się zaczęła. Nikt nie może być pewny zwycięstwa, zwłaszcza za rok, gdy odbędą się najważniejsze w tym maratonie wyborczym wybory parlamentarne. A PiS władzy łatwo nie odda.

Dziś PiS ogłasza zwycięstwo – w sejmikach faktycznie wygrał, co nie znaczy, że będzie rządzić. Wstydliwie jednak przemilcza gigantyczną porażkę w wielkich miastach, w tym tę najbardziej prestiżową – w Warszawie. Wygrana Rafała Trzaskowskiego w pierwszej turze to był nokaut, którego nikt się nie spodziewał, nawet sam zwycięski kandydat. Tego PiS łatwo nie przełknie. Właśnie zrozumiał, że mimo zaangażowania premiera – trzeba docenić, pracował ciężko – mimo zaangażowania całego rządu, propagandowych mediów i obietnic kolejnych pieniędzy wynik jest gorszy niż trzy lata temu w wyborach do Sejmu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej