Minister rozwoju regiolnalnego Jerzy Kwieciński we wrześniu odwiedzał poszczególne województwa, gdzie wraz z lokalnymi politykami PiS atakował marszałków z PO i PSL. Wszędzie teza była ta sama: nieudolne władze regionalne rzekomo nie radzą sobie z wydawaniem eurofunduszy i będą musiały je zwracać.

Zdaniem PiS-owskiego ministra w Zachodniopomorskiem zagrożone zwrotem miałoby być 97 mln euro, w Kujawsko-Pomorskiem 178,4 mln euro, Śląskiem 169,2 mln euro, Małopolskiem – 126,9 mln euro, Świętokrzyskiem 88 mln, Lubelskim – blisko 80 mln euro.

Andrzej Kraśnicki jr: Marszałkowie województw po wrześniowych konferencjach ministra Kwiecińskiego wszędzie reagowali tak samo: to manipulacja. Dlaczego?

Olgierd Geblewicz, marszałek województwa zachodniopomorskiego: Podane liczby były prawdziwe, ale nieaktualne, bo z 30 sierpnia, a minister Kwieciński przedstawiał je 24 września. Minister nawet nie ukrywał, że to element kampanii wyborczej, w której PiS ma następujący pomysł: wystraszmy ludzi, żeby dobrze wybrali. Mamy do czynienia z całą taktyką straszenia. Widzimy, co się dzieje w Łodzi z panią prezydent Hanną Zdanowską: „Nie wybierajcie Zdanowskiej, bo i tak jej nie wpuścimy na fotel prezydenta”. Słyszymy: „Nie wybierajcie w Warszawie Trzaskowskiego, bo rząd nie będzie Trzaskowskiemu mostów budował”. A tu, na Pomorzu Zachodnim, dają wyborcom do zrozumienia: „Nie wybierajcie Geblewicza, bo pieniądze przepadną i zabierzemy je na Podkarpacie”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej