Sekwencja zdarzeń, których ukoronowaniem było odkupienie kolejki na Kasprowy Wierch przez Polski Fundusz Rozwoju od zagranicznego inwestora, przywodzi na myśl klasyczną operację gangsterską, w której właścicielowi lokalu – np. restauracji położonej w atrakcyjnym miejscu, na którą gang ma chrapkę – składana jest „propozycja nie do odrzucenia”, a dla wzmocnienia siły perswazji grupa opryszków z kijami bejsbolowymi demoluje mu lokal. Komunikat jest jasny: lepiej go sprzedaj, bo nie damy ci żyć.

Owszem, już wcześniej pisowskie państwo renacjonalizowało różne przedsiębiorstwa, np. banki, a ostatnio bydgoską Pesę, ale działo się to w sytuacji, kiedy prywatni czy zagraniczni właściciele mieli trudności finansowe i sami rozglądali się za chętnym do nabycia ich firmy. Jednak międzynarodowy fundusz Mid Europa Partners, który kupił kolejkę w 2013 r., wcale do sprzedaży się nie spieszył. Planował, że zrobi to w późniejszym terminie, wprowadzając akcje na giełdę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej