Ulubioną książką prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka jest „Wielki Mały Człowiek” Thomasa Bergera – historia białego chłopca wychowanego wśród Czejenów. Jaśkowiak lubi się odwoływać do metafor z Dzikiego Zachodu. Kiedy cztery lata temu, dzień po wyborach, w których wygrał z wieloletnim prezydentem Ryszardem Grobelnym, odwiedził poznańskich społeczników, podsumował rywalizację tak: – Cieszę się, że wreszcie wyszliśmy z rezerwatu. Wprawdzie nasze plemiona nie są jeszcze zjednoczone, ale już razem pokonaliśmy Custera [amerykański generał, zginął w 1876 r. w bitwie z Indianami].

Jaśkowiak w życiu publicznym Poznania pojawił się w 2010 r. jako kandydat na prezydenta z ramienia stowarzyszenia My Poznaniacy. Zdobył niezły wynik (7,1 proc.), ale przepadł w pierwszej turze. W 2014 r. już jako kandydat PO wyrzucił z prezydenckiego siodła ówczesnego „Custera” – Grobelnego. W wyborczą noc zapowiedział, że opróżni plac przed urzędem miasta z samochodów. Wcześniej był tu wielki parking – symbol polityki Grobelnego. Jaśkowiak słowa dotrzymał. Poznańskie Stare Miasto zyska wkrótce drugie obok rynku miejsce dla aktywności mieszkańców – z drzewami, fontanną, ekspozycją reliktów dawnej kolegiaty, Zegarem Historii i ławkami.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej