Szkoda, że prezydentowi Lublina Krzysztofowi Żukowi (PO) zabrakło konsekwencji i odwagi. Zakazał organizacji sobotniego Marszu Równości, choć wcześniej wydał na niego zgodę. Dlaczego zmienił zdanie? Bo po zasięgnięciu opinii policji uznał, że zdrowie i życie uczestników wydarzenia będzie zagrożone.

Chronologia wydarzeń była taka. Ponad tydzień temu – po wydaniu zgody przez ratusz – politycy PiS zaatakowali. Wojewoda Przemysław Czarnek określił marsz jako promocję „dewiacji”, „zboczeń” i „wynaturzeń”. Szef klubu radnych PiS Tomasz Pitucha napisał na Facebooku, że marsz propaguje homoseksualizm i pedofilię. Do chóru dołączył ks. Mirosław Matuszny, proboszcz parafii Nawrócenia św. Pawła, który nawoływał, by „w imię Chrystusa stawić czoło sodomickiemu terrorowi”.

Fora kibolskie i nacjonalistyczne kipiały od nienawiści. Użytkownicy zwoływali się w całej Polsce, aby najechać Lublin i zatrzymać marsz. Ktoś napisał: „Może dałoby radę pokierować zboków na Majdanek”, i zamieścił zdjęcie pieców krematoryjnych. Post został już usunięty.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej