Jest jeden fundament, który scala polski Kościół w jego doczesnym wymiarze – pieniądze. Księża, biskupi, członkowie episkopatu różnią się – bywa – poglądami na kwestie polityczne i społeczne; znam nielicznych księży, którzy gotowi są nawet wysłuchiwać argumentów dotyczących obrony praw kobiet, pożytku z in vitro czy normalności homoseksualizmu. Rzadka to postawa, ale bardzo cenna, bo od czasów, kiedy Kościół ma pełnię władzy w Polsce, jego gotowość do dialogu jest zerowa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej