Choć wybory już za niecałe dwa tygodnie, to prawdziwe emocje zaczną się tak naprawdę po 21 października. Sejmiki zostaną wybrane, co da jakiś ogląd sytuacji politycznej, i walka o władzę w miastach stanie się prawdziwie pasjonująca. Bo tu już będzie się toczyć gra o wszystko. Czyli nie tylko o to, kto przejmie władzę i czy będzie to PiS, ale czy PiS zdoła przejąć władzę na kolejnym szczeblu, zagarnąć dla siebie kolejne obszary wpływów i zmienić ustrój Polski na gospodarkę centralnie sterowaną.

PiS zbudował kampanię na podkreślaniu dobrej współpracy między rządem a samorządem. Mówiąc krótko: tylko prezydenci, burmistrzowie i wójtowie z PiS dostaną pieniądze. Mówiąc krótko: wyborcy pamiętajcie. Jeśli nie wybierzecie PiS-owców, to wasza gmina może zapomnieć o rozwoju. Mówiąc krótko: to rodzaj politycznej korupcji, która powinna być napiętnowana i potępiona. Ale próżne nadzieje. Po 21 października presja na mieszkańców jeszcze bardziej wzrośnie, bo stawka będzie jeszcze większa. W ciągu ostatnich kilku dni namnożyło się tych pseudoobietnic, które można określić mianem politycznego szantażu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej