Piotr Buras – dyrektor warszawskiego biura think tanku European Council on Foreign Relations i non-resident fellow Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu.

Rezolucja Parlamentu Europejskiego uruchamiająca procedurę art. 7 przeciwko rządowi Viktora Orbána wywołała entuzjazm w szeregach obrońców demokracji liberalnej. Ale ten sukces może okazać się tylko pozorny – Polska i Bułgaria już zadeklarowały, że są przeciwne jakimkolwiek krokom wymierzonym przeciwko rządowi Węgier za działania sprzeczne z zasadami rządów prawa i demokracji. Do tego uruchomienie art. 7, które możliwe było tylko dzięki zmianie poglądów dużej części „kryjących” wcześniej Orbána parlamentarzystów z niemieckiej chadecji, może okazać się wyłącznie listkiem figowym skrywającym niechęć do prawdziwej batalii wymierzonej przeciwko polityce węgierskiego przywódcy.

Bo głównym polem bitwy jest Europejska Partia Ludowa, której członkiem – obok CDU Angeli Merkel czy Platformy Obywatelskiej – jest także Fidesz, czyli partia Orbána. Odpowiedź na pytanie, czy otwarcie głoszący krucjatę przeciwko demokracji liberalnej Orbán może pozostać w jej szeregach, to kwestia fundamentalna. Od tego będzie zależeć nie tylko tożsamość europejskiego politycznego głównego nurtu, ale również kierunek polityki europejskiej w ogóle.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej