"Kler" to nie jest film przeciwko Kościołowi. To nie jest „Drogówka 2”. To film przejmujący, po wyjściu z kina nie mogłam złapać oddechu. Widzimy hipokryzję, zakłamanie, brak empatii dla ofiar pedofilii.

Widzimy też, co się dzieje w realu, widzimy bliski związek Kościoła z władzą. Bo czymże jest finansowanie fundacji i szkoły wyższej ojca Rydzyka z pieniędzy przeznaczonych dla ofiar przestępstw? W zeszłym roku minister sprawiedliwości przekazał 800 tys., w tym roku nie wiadomo jeszcze, ile przekaże. Czymże są wyjazdy rządzących do Torunia?

Film Smarzowskiego boli. Nie można przestać o nim myśleć. Ale to nie tak, że jak spotkasz teraz księdza w sutannie, to pomyślisz sobie – pedofil. To prostackie. Ale widząc na ekranie twarze ofiar, kobiet i mężczyzn, które do tej pory mają traumę po molestowaniu w dzieciństwie, trudno się nie wzruszyć.

Przypomina mi się historia księdza pedofila z Tylawy, którego bronił abp Józef Michalik. Wystosował nawet list w jego obronie, wyrażając współczucie. Był oburzony atakiem na duchownych. Nie myślał o ofiarach. Myślał tylko o swoich współbraciach. A abp Henryk Hoser, który kilka lat temu bronił księdza proboszcza, pedofila, skazanego, ale mimo wszystko pełniącego obowiązki, bo wyrok był nieprawomocny? Czy to nie wstyd dla Kościoła polskiego?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej