Prof. Jerzy Makarczyk był pierwszym polskim sędzią w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej (2004-09) i Europejskim Trybunale Praw Człowieka (1992-2002)

Justyna Dobrosz-Oracz: Władza chce nałożyć na sędziów polityczny kaganiec?

Sędzia Jerzy Makarczyk: Trudno odpowiedzieć wprost. Na pewno jednak na wprowadzanych zmianach ciąży grzech pierworodny – one skracają kadencję sędziów Sądu Najwyższego. 

To niedopuszczalne?

– To jest niemądre. W Anglii, żeby zostać sędzią, trzeba mieć bogatą karierę prawniczą. Sędziami zostają najczęściej adwokaci z dużym stażem. Często doradcy królowej. To jest ukoronowanie kariery. W Stanach Zjednoczonych nie ma żadnej granicy wieku dla sędziów. W Trybunale ONZ, najważniejszym z punktu widzenia prawa międzynarodowego, też nie ma żadnej granicy wieku. Tak samo w trybunale luksemburskim. Tam są kadencje sześcioletnie, ale nie ma żadnej granicy wieku.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej