Jest coś wyjątkowo obrzydliwego w mieszaniu prof. Jana Grabowskiego i prof. Jana Tomasza Grossa z panią Ewą Kurek i panem Jackiem Międlarem. Zadziwił mnie dziennikarz „Wyborczej”, pozwalając na takie porównanie i „pozycjonowanie” wybitnych badaczy Zagłady w kontekście naukowej i ludzkiej miernoty.

Sprawa „200 tys. Żydów” była wielokrotnie wyjaśniania. Jest to przybliżona liczba Żydów (może 150 tys., a może 250 tys. – nie sposób stwierdzić dokładnie), którzy szukali ratunku wśród mieszkańców okupowanej Polski w trzeciej fazie Holocaustu – po likwidacji gett. Mniej więcej trzy czwarte z nich nie dożyło końca okupacji (ocalało ok. 50 tys.) – i jakaś część tych śmierci obciąża sumienie Polaków.

Jaka? Ilu z nich Polacy wydali Niemcom, ilu osobiście zamordowali? Może wydali połowę? Zamordowali jedną trzecią? Może proporcje były inne: wydali kilkanaście tysięcy, zamordowali kilka tysięcy? Dramat polega na tym, że im więcej na ten temat wiemy, tym bardziej przekonujemy się, że morderców było znacznie więcej, niż dopuszcza to miła sercu narodowa opowieść o Zagładzie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej