W artykule czytamy, że Falenta, importer węgla, działał pod presją długów, które miał w rosyjskiej spółce węglowej KTK. Gdy nie mógł ich spłacić, ujawnił swoje nagrania z restauracji Sowa & Przyjaciele. Zawierały one rozmowy polityków rządzącej wówczas Platformy Obywatelskiej (platformersi wyrażali się nonszalancko o państwie polskim nad suto zastawionym stołem). Publikacja treści podsłuchów w tygodnikach „Wprost” i „Do Rzeczy” pomogła wygrać PiS w wyborach parlamentarnych 2015 r. „Polityka” ujawnia, że Falenta równocześnie kontaktował się z PiS i rosyjską spółką. Miał ujawnić nagrania, aby wymazać swój dług u Rosjan.

Dlaczego rosyjscy biznesmeni mieliby się zgodzić na taki układ? Jaki interes miałaby mieć spółka węglowa KTK w ujawnieniu treści nagrań? Żeby to zrozumieć, trzeba sobie uświadomić, że KTK współdziała z Kremlem: „Do niedawna nadzorował ją gubernator okręgu kemerowskiego Aman Tulejew, zwany kuzbaskim dyktatorem (...). Jak ważny był Tulejew dla Kremla, świadczy jego wkład w przyłączenie Krymu do Rosji. Na polecenie Moskwy zorganizował w Kuzbasie pieniądze niezbędne do funkcjonowania półwyspu po odcięciu go od budżetu Ukrainy. Dostał za to specjalnie ustanowione przez rosyjski resort obrony odznaczenie ‘Za Zjednoczenie Krymu i Sewastopola z Rosją’”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej