Likwidacja gimnazjów została przeprowadzona pospiesznie. Dowodem jest sytuacja siódmoklasistów opisana w raporcie rzecznika praw dziecka. Nowe podstawy programowe (opracowane w ledwie trzy miesiące) są zbyt obszerne. Nauczyciele są w stanie zrealizować w szkole tylko ok. 60 proc. materiału. Dzieci średnio przez 3 godz. dziennie odrabiają lekcje. 30 proc. rodziców twierdzi, że nie są w stanie sobie same z tym poradzić.

To zaprzecza idei wyrównywania szans, którą na sztandary wzięła Zalewska, likwidując gimnazja. Cytując jej ulubiony zwrot: „Dzieje się zupełnie odwrotnie”. Rozwarstwienie między uczniami będzie narastało – widzimy odpływ uczniów i nauczycieli do szkół niepublicznych. Na wsi dzieci zostaną dłużej w gorzej wyposażonych szkołach. Nauczyciele są zatrudniani z łapanki (fizyk, żeby uzyskać etat, zwykle musi objeżdżać trzy podstawówki).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej