Osobom pamiętającym czasy stanu wojennego od razu przyjdzie na myśl słynny plakat „Z pnia narodowej zdrady” mający w podobny sposób zohydzić czołowych przeciwników komuny. Przedstawiał drzewo, na pniu widniał napis „Targowica”, na korzeniach słowa „sprzedajność”, „żądza władzy”, „zaprzaństwo”, na konarach nazwiska Bujaka, Blumsztajna, Piniora, Giedroycia i innych.

Każda dyktatura potrzebuje takiej obsługi medialno-propagandowej, bo państwowy aparat represji może wsadzić za kratki, deportować, wyrzucić z pracy, ale żeby stworzyć odpowiednią atmosferę i przekonać opinię publiczną, że to godne i sprawiedliwe postępowanie, słuszne i zbawienne, potrzebna jest współpraca publicystycznych najemników.

Zadaniem klakierów reżimu jest wmówienie obywatelom, że czarne jest białe.

15 marca 1968 r. w „Trybunie Robotniczej” pisano: „Owi Zambrowscy, Staszewscy, Słonimscy i spółka w rodzaju Kisielewskiego, Jasienicy i innych, których nazwiska zna się z komunikatów prasowych, dowiedli niezbicie, że służą obcym interesom. (...) Nietrudno domyślić się, kto łoży na organizowanie awantur w Warszawie i kraju. Są to ci sami zawiedzeni wrogowie Polski Ludowej, których życie nie nauczyło rozumu, różni pogrobowcy starego ustroju, rewizjoniści, syjoniści, sługusi imperializmu”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej