Robert Biedroń, nim jeszcze wszedł do krajowej polityki, już jest traktowany jako niewygodny konkurent dla wiodących sił opozycyjnych wspieranych przez prodemokratyczne media.

Ich naczelnym chodzi zapewne o to, by wzmacniać jedyną siłę zdolną pokonać PiS, czyli Platformę, i uderzać w tych, którzy mają ambicje konkurować ze Schetyną. Bo rozproszenie opozycji może pogrążyć nas wszystkich. Cel być może słuszny, metody – mniej.

I tak w ostatnim „Newsweeku” ukazał się kolejny (sic!) tekst z cyklu „huzia na Biedronia”. Autorka tym razem zajmuje się aferą pedofilską. Gdzie? Rzecz jasna w Słupsku.

Pedofile są wszędzie, są groźni i trudno wykrywalni. Dzieci nie mają żadnej edukacji, która pozwalałaby im komunikować „zły dotyk”, rodzice są sceptyczni bądź bezradni. Nikt nie ma wątpliwości, że każdy przypadek pedofilii trzeba ujawnić, sprawców napiętnować, a przede wszystkim ukarać. Dzieci edukować.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej