Wojciech Saduski - profesor nauk prawnych, wykłada filozofię prawa na Uniwersytecie Sydnejskim, jest profesorem w Centrum Europejskim Uniwersytetu Warszawskiego.

W nowej konkurencji sportowej pod hasłem „Kto pierwszy rozwali/ocali polski Sąd Najwyższy?” Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu w zasadzie jest bez szans.

Po pierwsze dlatego, że związany jest prawem, podczas gdy KRS takie okowy nie wiążą, bo ludzie PiS-u mogą zmieniać reguły z dnia na dzień poprzez decyzje, że obrady „publiczne” będą tajne, albo przez kłamstwa w żywe oczy, że KRS zbierze się dopiero we wrześniu. Następnie zarządzają w sierpniu zebrania z dnia na dzień i wysyłają pocztą zaproszenia do kandydatów, które przyjdą już po fakcie.

Po drugie, nad KRS, w przeciwieństwie do TSUE, stoi nie tylko skuteczny nadzorca Zbigniew Ziobro, przed którym gamoniowaci członkowie KRS drżą, ale jeszcze dwójka energicznych komisarzy politycznych: Krystyna Pawłowicz i prokurator Stanisław Piotrowicz.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej