Chodzi o system, w którym słabsi staną się mniej słabsi, a silniejsi będą mniej silniejsi.

Problem lewicy polega dziś na tym, że taki systemowy pomysł nie istnieje. Dlatego (podobnie jak na prawicy, która nie ma spójnych wizji, więc walczy pomówieniami) merytoryczne spory mają niewielkie znaczenie (i są bardzo rzadkie), a decydują prywatne animozje, rywalizacje liderów, historyczne niechęci i nieufności. Wyborców to mało interesuje, bo świata zmienić nie może. Nawet jeżeli może tu i ówdzie dać ulgę (np. części biedniejszych rodziców – 500+), większość rozumie, że jest to ulga chwilowa i punktowa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej