Jeśli celem tej brawurowej deklaracji było wsadzenie kija w mrowisko, udało się to znakomicie: lewica wciąż zbiera szczęki z podłogi, a krytykowani w tekście liberałowie dostali piany na ustach. Prawica na razie milczy - zapewne uprażyła popcorn i obserwuje reakcje.

Prowadzący dział opinii w Gazeta.pl Grzegorz Sroczyński zapowiadał artykuł z pewną taką nieśmiałością (pisał, że „dla wielu Czytelników dzisiejszy tekst Wosia będzie skandaliczny lub – w najlepszym razie – kretyński), żeby nie powiedzieć asekuranctwem. Zachęcał też do polemik, więc dorzucę swój kamyk do tego ogródka.

Woś twierdzi, że dzisiejszy świat jest polem bitwy między „dwiema niebezpiecznymi siłami”: „niedemokratycznym liberalizmem” z jednej strony oraz „nieliberalną demokracją” z drugiej.

Niedemokratyczny liberalizm to USA przed Trumpem oraz Unia Europejska: pełnia liberalnych swobód, ale o wszystkim decyduje kapitał. Możesz sobie w wyborach zmienić rząd, ale nie zmienisz polityki gospodarczej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej