Za pomocą ustawy zmieniającej ordynację wyborczą PiS chciało dokonać skoku na europarlament. Jak zwykle szybko, bez dyskusji, byle do celu.

Marszałek Stanisław Karczewski twierdził, że tak będzie bardziej proobywatelsko i sprawiedliwiej. W nosie miał ocenę senackiego biura legislacyjnego, które napisało, że Polska będzie jedynym krajem w Unii, w którym efektywny próg wyborczy przekracza – i to ponadtrzykrotnie! – unijne maksimum 5 proc.

U nas próg wyborczy wynosiłby 16,5 proc. Ale co tam biuro legislacyjne, pan marszałek miał swoje wyliczenia. Nie po raz pierwszy politycy PiS tak traktują oceny legislacyjne.

Protestowały małe partie, Rzecznik Praw Obywatelskich. Nową ordynację krytykował przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, a PiS zacierało rączki. Aż tu nagle pojawił się prezydent, który zawetował ustawę.

Nie wiem, czy pan prezydent chce się wybić na samodzielność, chce poszerzyć swój elektorat czy pokazać, że nie jest Adrianem z „Ucha prezesa”. Może to jest układ, bo PiS otrzeźwiły opinie, że może na tym stracić, bo opozycja musiałaby zawiązać koalicję do europarlamentu i być może okazałoby się to nieciekawe dla PiS.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej