Do eskalacji na granicy doszło nagle i w całkowicie nieoczekiwanym momencie: Izrael i Hamas negocjowały, za egipskim pośrednictwem, wieloletnie porozumienie o zawieszeniu broni, które przewidywało całkowite wstrzymanie ataków z Gazy, w tym także wysyłania podpalających balonów i latawców, które spaliły już tysiące hektarów izraelskich upraw.

W odpowiedzi Izrael oraz Egipt miały znieść blokadę Gazy i zezwolić na otwarcie tam lotniska i portu. Odkąd 11 lat temu władzę w strefie objął Hamas, nasilający konflikt z Izraelem i wspierający, po obaleniu prezydenta Mursiego, islamistycznych terrorystów w Egipcie, była to najpoważniejsza szansa na pokój. Obecna eskalacja może ją przekreślić.

We wtorek armia izraelska ostrzelała pozycje Hamasu, zabijając dwóch bojówkarzy. Był to odwet za strzały oddane w jej kierunku przez Hamas, choć organizacja terrorystyczna wyjaśniała, że nie przeprowadziła ataku, lecz jedynie ćwiczenia, mylnie zinterpretowane przez „twór syjonistyczny”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej