Badacze regionu poradzieckiego z okolicami mówią o „wojnach pamięci”, które za pomocą swoich polityk historycznych toczą ze sobą znajdujące się w nim państwa. W Polsce wojny pamięci przybierają domowy charakter – dzielą nasze doświadczanie historii wzdłuż partyjnych linii.

W tym roku PiS zmienił obchody powstania w element prekampanii wyborczej w Warszawie. Zmęczeni politycznymi grami wokół powstania obywatele przeszli ulicami stolicy w Marszu Milczenia. Swój marsz zorganizowała też skrajna prawica, łącznie z faszyzującym ONR. Ratusz rozwiązał ten marsz ze względu na rasistowską symbolikę, policja umożliwiła jednak jego uczestnikom przedostanie się do miejsca, w którym miał się zakończyć. Jego uczestników wziął w obronę minister Brudziński, natomiast kandydat PO do warszawskiego ratusza Rafał Trzaskowski, wspomagany przez trzy weteranki powstania, domagał się delegalizacji ONR. Partia Razem z kolei w rocznicę rzezi Woli zorganizowała publiczne czytanie fragmentów „Pamiętnika z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego, by uczcić pamięć cywilnych ofiar roku ’44.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej