W czwartek Sąd Najwyższy ogłosił, że skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE pięć pytań prejudycjalnych i zawiesił stosowanie przepisów ustawy o SN określających zasady przechodzenia sędziów w stan spoczynku. To decyzja zupełnie zrozumiała – Polska jest częścią europejskiej przestrzeni prawnej, więc wyroki podejmowane przez polskich sędziów są respektowane przez wszystkie państwa UE. Warunkiem działania tego mechanizmu jest uznawanie przez wszystkie państwa UE, że sądy są niezależne i będą wydawać wyroki sprawiedliwe, a nie – na przykład – kierując się interesem politycznym.

Zawieszenie działania przepisów ustawy o SN jest oczywistą konsekwencją decyzji o skierowaniu pytań do Trybunału Sprawiedliwości UE. Gdyby bowiem doszło do zamierzonej przez PiS czystki w Sądzie Najwyższym po obniżeniu wieku przejścia w stan spoczynku z 70 do 65 lat, a potem Trybunał uznałby ustawę o SN za niezgodną z unijnymi traktatami, doszłoby do prawnej katastrofy, bo Polska stałaby się wyrwą w europejskiej przestrzeni prawnej.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej