Nie pisać krytycznie o Rafale Trzaskowskim i broń Boże nie żartować sobie z jego kampanijnych wpadek, bo to wzmacnia Patryka Jakiego. Nie wspominać, że Platforma Obywatelska w wielu częściach kraju jest strukturą skostniałą i wypaloną, bo jacy są, tacy są, ale po nich przyjdą gorsi.

Nie krytykować samorządowców z ugrupowań innych niż PiS, zostawmy te rozliczenia na okres powyborczy. Nie opisywać KOD-u i konfliktów, jakie nim targają, bo zrobili dużo dobrego, a niewykluczone, że w ich szeregach działa agentura, która rozsadza tę strukturę od środka.

I tak dalej. W ostatnich miesiącach nacisk na dziennikarzy mediów opozycyjnych wobec władzy przybrał rozmiar niesłychany. Dzwonią telefony, puchną skrzynki mailowe: opozycja ma żal, opozycja jest rozgoryczona, co wyraża czasem w słowach bardziej parlamentarnych, a czasem mniej, uciekając się do szantażu („Myślałem, że jesteśmy po tej samej stronie, panie redaktorze”).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej