Elżbieta Podleśna - psychoterapeutka, pracuje w jednym w warszawskich szpitali. Po napisaniu sprejem „PZPR” na szybach biur poselskich Krzysztofa Czabańskiego dostała zarzuty promowania ustroju totalitarnego.

Wojciech Maziarski: Mieszka pani w Warszawie. Jak pani zawędrowała do Wąbrzeźna?

Elżbieta Podleśna: Wzięłam cztery dni urlopu, myśląc, że będę go spędzała pod Sejmem tak jak rok temu. Spędziłam tam wtorek, środę i stwierdziłam, że mam dosyć, że nie wytrzymuję tej buty, bezczelności i agresji. Pojezierze Brodnickie zawsze kochałam, pojechałam tam się zregenerować.

Początkowo udało mi się odciąć od tego, co działo się w Sejmie, nie wyłączyłam jednak telefonu i dowiadywałam się o wszystkim – wyłączaniu mikrofonów posłom opozycji, przemocy wobec chłopców z opozycji ulicznej, którzy zostali przez policję przerzuceni przez barierki na teren Sejmu. Oglądałam film nakręcony przez posła Szczerbę pokazujący chłopaka, który jeszcze przed chwilą wyglądał normalnie, a teraz ma mokrą koszulkę i leci mu krew z nosa.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej