Byli co prawda jeszcze tacy, którzy łudzili się, że za upokorzenie w Senacie, czyli odrzucenie przez PiS jego konstytucyjnego referendum, prezydent odpłaci macierzystej partii przynajmniej zwlekaniem z podpisem pod piątą nowelizacją ustawy o Sądzie Najwyższym. Mógłby to robić, by podbić stawkę, potrzymać trochę Nowogrodzką w niepewności - no takie tam, polityczne zgrane sztuczki.

Ale gdzie tam. Podpis notariusza rządu (tak Duda nazywał Komorowskiego) pod ustawą już jest.

W ten sposób Jego Niezłomność kombinuje, że czwartkowe protesty w całej Polsce, a zwłaszcza pod Pałacem Prezydenckim, będą już bezprzedmiotowe. Można jechać do Juraty. A rodacy niechaj jadą na wakacje.

Już nie trzeba będzie jak rok temu znosić presji ulicy, wić się i tłumaczyć. (Pan prezydent nie lubi presji, sprawia mu przykrość, nie jest na nią odporny).

Prezydent zastosował więc wyrafinowaną strategię tchórza. Podpisać i uciec. Panie prezydencie, proszę uważać na sinice.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej