Z tekstami Mike’a Urbaniaka („Trzaskowski w sojowym latte” w „Vogue”) i Wojciecha Engelkinga („Skumulowanie w jednym wpisie Paryża, Rembrandta i Morina to w Polsce zbrodnia”, gazeta.pl) częściowo trzeba się zgodzić – Trzaskowski popełnił katastrofalny błąd.

W finale „Bruneta wieczorową porą” milicjant słyszy od jednego z głównych bohaterów cenną radę: „Czerwony kapelusz jest zawsze podejrzany”. Podobnie jest z nami – Natolin, Kolegium Europejskie, obrazy, pałac, Quai d’Orsay, język francuski, czerwony kapelusz – elita znaczy darmozjad, próżniak, klasa próżniacza, niesprawiedliwość dziejowa.

Trzaskowski jest elitarny, wysoki, z daleka, a my tego w Polsce nie lubimy. Na elitarności załamała się kariera Jana Rokity, który nigdy nie udawał, że z ludu pochodzi i z ludem chce się bratać, a pytania od ludu męczyły go strasznie. Elitarny sznyt (fular!) nie pomagał Bartłomiejowi Sienkiewiczowi, elitarne z gruntu przyzwyczajenia kulinarne (ośmiorniczki plus wino) okazały się gwoździem do trumny Platformy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej