Słyszę, że społeczeństwo pogrążyło się w marazmie, protestują nieliczni, opozycja jest słaba, więc partia Jarosława Kaczyńskiego robi z nami, co chce. Łamie konstytucję, bierze sądy, demoluje właśnie ostatni bastion prawa – Sąd Najwyższy. A jak już tę demolkę dokończy, może rozgonić opozycję i nawet sfałszować wybory. To władza niepowstrzymana i bezkarna.

Ale to tylko pozór prawdy. W rzeczywistości nie jest przesądzone, jak długo jeszcze PiS będzie kradł Polskę obywatelom. Przez kolejną kadencję parlamentarną do 2023 r. – jak sądzi wielu Polaków?  A może tylko do wyborów w 2019 r., o czym mówią jedynie wytrwali optymiści?

Tak, jestem jednym z takich optymistów i proszę bardzo, mogę uchodzić w oczach tzw. ludzi rozsądnych za naiwniaka i bałwana. Widzę jednak, jak PiS topi się we własnych słabościach i jak rozprzestrzenia się zniecierpliwienie władzą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej