Urodziłem się w Łomży, mieszkałem na wsi 4 km od Jedwabnego. Kiedy po książce Jana Tomasza Grossa zrobiło się głośno o Jedwabnem, miałem 15 lat i byłem w drugiej klasie tamtejszego gimnazjum. Jedwabne było moim miasteczkiem gminnym. W nim załatwiało się sprawy urzędowe, tam wysyłało się listy, chodziło do kościoła, banku, fryzjera, jeździło na zakupy. W tym miasteczku przeżywałem pierwsze miłości, pierwsze rozstania, małe sukcesy i porażki, pierwsze wagary, wszystkie pierwsze rzeczy, które robi się w momencie dorastania. W Jedwabnem się wychowałem.

„Skąd jesteś?” – po raz pierwszy to pytanie usłyszałem w szkole średniej, w Zespole Szkół Weterynaryjnych i Ogólnokształcących nr 7 w Łomży. Kiedy w roku szkolnym 2002/03 przyszedłem do technikum, tzw. sprawa Jedwabnego była wciąż świeża. Odpowiadałem: „Stąd, z Łomży”. Wstydziłem się przyznać, skąd dokładnie. Chociaż nie do końca wiedziałem, co wydarzyło się w lipcu 1941 r., miałem świadomość, że to było coś złego.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej