Sednem oprotestowywanej ustawy o Sądzie Najwyższym jest obniżenie wieku emerytalnego sędziów Sądu Najwyższego do 65. roku życia oraz zwiększenie liczby sędziów SN. Obóz władzy wyliczył to sobie tak, żeby ludzie wierni PiS mieli większość w Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów SN – miejsca po przymusowo emerytowanych oraz wszystkie nowe stanowiska ma obsadzić podporządkowana PiS Krajowa Rada Sądownictwa.

Konflikt zogniskował się wokół prof. Małgorzaty Gersdorf, I prezes Sądu Najwyższego, która urodziła się 22 listopada 1952 r., ma więc obecnie 66 lat. Zdaniem prezydenta i PiS oznacza to, że w dniu wejścia w życie ustawy „przeszła w stan spoczynku”, niezależnie od tego, że Konstytucja RP zapewnia jej sześcioletnią kadencję.

To prawny nonsens, ponieważ zwykłą ustawą nie można uchylić konstytucji. Mimo to Andrzej Duda od dnia wejścia w życie ustawy uważa za pełniącego obowiązki I prezesa SN sędziego Józefa Iwulskiego, prezesa Izby Pracy SN.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej