Problem z Morawieckim polega na tym, że zwraca się on do jednego słuchacza i nie był to bynajmniej obecny na konferencji w Natolinie przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schäuble, ale nieobecny Jarosław Kaczyński.

Premier po prostu powtarza zdanie, które wcześniej wypowiedział prezes PiS. Przed kilku laty Morawiecki jako prezes banku BZ WBK, będącego własnością zagranicznych udziałowców, popierał publicznie wejście do strefy euro, dając przy tym logiczne argumenty: „Samo przygotowywanie się do wejścia do strefy euro jest dla polskiej gospodarki bardzo pozytywne, ponieważ dążymy tym samym do wyższej spójności strukturalnej ze zdrowymi krajami, które podnoszą swoją konkurencyjność nie poprzez obniżkę kursu walutowego” – mówił w 2013 roku podczas narady zorganizowanej przez Ministerstwo Finansów.

To było za rządów Platformy Obywatelskiej w czasie, gdy Morawiecki doradzał Donaldowi Tuskowi. Czy zmienił na temat euro zdanie? Raczej zmienił lidera, któremu mówi to, co ten chce słyszeć.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej