W ostatnich odcinkach „Opowieści podręcznej” coś drgnęło. Zachwiała się religijna dyktatura. Pojawiły się konflikty w ośrodku władzy. Był zamach. Przeprowadziły go podręczne. Ranny komendant znalazł się w szpitalu, a żona potajemnie zajęła jego stanowisko, pisząc ustawy i rozkazy.

„Nie tęsknisz za pracą zawodową?” – zapytała podręczna swoją panią. Serena stwierdziła tylko, że „nie lubi robótek ręcznych”, jedynego zajęcia przewidzianego dla obywatelek Gileadu.

Praca zawodowa – to jest to. Oczywiście, bywa męcząca, nieznośna, upokarzająca, ale wyobraźmy sobie skalę upokorzeń, jakich doznawałyby kobiety, gdyby wszystkie plany PiS się ziściły. Siedzisz w domu i rodzisz. Każdy stosunek seksualny napawa cię lękiem, bo możesz zajść w ciążę. Antykoncepcja jest karana więzieniem, edukacji seksualnej nie ma w szkołach, a internet jest cenzurowany przez grupę purytanów pod przywództwem posłanki Sobeckiej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej