Wiem, skąd ta panika: Polska się zmienia. Marsze Równości odbędą się w tym roku w kilkunastu miastach. W niektórych – jak w Rzeszowie – pierwszy raz.

Pamiętam Parady Równości sprzed kilku lat, kiedy leciały w ich stronę butelki i kamienie. Szliśmy w kordonie policji w pełnym rynsztunku. W sobotę maszerowało ok. 45 tys. ludzi, protestów nie było.

Wszyscy politycy muszą się już liczyć z tęczą. Zmianę języka widać nawet u kandydata PiS na prezydenta Warszawy: jeszcze kilka lat temu Patryk Jaki mówił, że „stolica Polski nigdy nie będzie gejowska”

W sobotę stwierdził, że on patronatu Paradzie Równości jako prezydent stolicy nie udzieli, to natychmiast zastrzegł, że „Warszawa to miasto otwarte”.

Dotychczas nie do pomyślenia było, żeby w paradzie szli politycy PO, a w sobotę dumnie maszerowali z tęczowymi flagami i wrzucali zdjęcia na Facebooka. Rafał Trzaskowski, kandydat PO i Nowoczesnej na prezydenta stolicy, mówił ostatnio w „Kropce nad i”, że jako prezydent Warszawy chciałby udzielać ślubu parom jednopłciowym. Cztery lata temu takie słowa to byłby kosmos.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej