W czasach komunizmu szczególnie odrażającą postacią była figura ormowca – wolontariusza reżimu, który pomagał rządzącym w utrzymywaniu porządku i zwalczaniu elementów nieprawomyślnych. Jeśli któryś z młodszych czytelników nie wie, skąd się wzięło to słowo, przypomnę: ORMO to Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej.

Czujni ormowcy pilnowali porządku na osiedlach i w fabrykach, donosząc, kto zachowuje się niewłaściwie. Dzięki nim każdy obywatel miał świadomość, że oko władzy ludowej obserwuje go 24 godziny na dobę i gdyby nie daj Boże przyszło mu do głowy zrobić coś głupiego, na pewno zostanie to dostrzeżone. Ormowcy nie byli bezpośrednimi egzekutorami, choć można było ich zmobilizować i wręczyć pałki, by przetrzepali skórę buntującym się studentom, jak w marcu 1968 r.

Ormowcy "dobrej zmiany"

„Dobra zmiana” też ma swoich „ormowców”, którzy czuwają, by obywatele zachowywali się właściwie, a różne instytucje przestrzegały zasad ustanowionych przez władze. Czujnie śledzą profile na Facebooku, analizują repertuary teatrów, a nawet oglądają kreskówki dla dzieci, by wyłapać w nich wątki wywrotowe.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej