Każdy z nas bywa zły, nieszczery, oportunistyczny, cyniczny, pyszny. Niektórzy z nas bywają okrutni, nienawistni, służalczy, wstrętni dla innych.

Jednak partii PiS udało się znaleźć ludzi, u których te przymioty występują w zupełnie nienaturalnym natężeniu i wyrafinowaniu. Można by nawet rzec – szatańskim.

Przyszło mi to do głowy 4 czerwca, w rocznicę jednego z najbardziej niezwykłych dni w moim życiu i w historii Polski, gdy słuchałam o „zdradzie i zmowie elit” w partyjnej telewizji. Występował niejaki Ziemiec. Pytanie „jak tak można?!” – to za mało. Potępienie – też nie dość. Każdy dziennikarz w jakimś stopniu może (musi?) okazać się konformistą i relatywistą; może nawet zatajać pewne informacje, mieć poczucie misji i służby wobec władzy, która go zatrudniła.

Jednak stopień natężenia służalczości, kłamliwości i oportunizmu, jaki reprezentują wiodący dziennikarze PiS-owskich mediów, jest więcej niż ekscesem. To jakby nowy gatunek poddaństwa, który z pracą dziennikarską nie ma nic wspólnego.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej