Przemówienia premiera mają unikalną stylistykę znaną z czasów „stal się leje, moc truchleje”, skąpane są w kaskadach patetycznych i patriotycznych tautologii. O tym, że premier ma pewne problemy z faktografią, wiedzieliśmy już od czasu marcowej konferencji w Monachium, podczas której oskarżył Żydów o współsprawstwo Holocaustu. Upewniliśmy się po majowym spotkaniu z premierem Viktorem Orbanem, gdy głosił, że Zachód nie rozumie Polski i Węgier, bo nie przeżył komunizmu oraz I i II wojny światowej.

Premier w ramach akcji „Polska jest jedna” wizytuje miejscowości małe – jak Jędrzejów – gdzie 12 maja przypominał, iż w niedalekich Nowarzycach jego dziadek był pisarzem gminnym, i duże, – jak Gdynia – gdzie 20 maja żegnał żaglowiec „Dar Młodzieży”. Zwykle zdania rozpoczyna od słowa „wierzę”.

W Katowicach na Europejskim Kongresie Gospodarczym stwierdził: wierzę, że za 10 lat Polska będzie państwem high-tech, które będzie zdumiewało inne kraje. Równocześnie zaznaczył, że nasz kraj otrzymał od Unii 25 mld zł, a wypłynęło z niego 100 mld zł. Tyle że Polska w 2017 roku otrzymała 47,7 mld zł, a jej składka wynosiła 15,8 mld zł, co podważa pierwszą z przywołanych wielkości. Co więcej, jak wskazał Witold Gadomski, same inwestycje w Polsce w czasie członkostwa w Unii Europejskiej wyniosły 642 mld zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej