Słyszałem o profesorze z London School of Economics, który opracował hierarchię ludzkich gatunków. Na samym jej dole był pijany polski chłop, o jeden stopień wyżej – polski szlachcic, następnie mieszkaniec sztetlu i tak dalej... Hierarchię zamykali oczywiście profesorowie London School of Economics, najbardziej racjonalni ze wszystkich stworzeń.

Oczywiście ta profesorska hierarchia mówi raczej o samym profesorze niż o rzeczywistym stanie rzeczy. Słuchając niektórych swoich kolegów, nie mogę pozbyć się wrażenia, że tytuł profesora służy niekiedy do legitymizacji własnej głupoty. Dobrze to wiem, bo sam taki bywam.

Stwierdzam więc z podziwem, że Anne Applebaum profesorem nie jest.

Nic nie usprawiedliwia celowo zadanej śmierci, a co dopiero, gdy dotyczy ona milionów. To próbowali wykrzyczeć moi rodacy od samego początku „hołodomoru” na Ukrainie. Najpierw w międzywojennej Polsce, dokąd szybko nadeszły informacje o głodzie, a po wojnie w zachodnim wolnym świecie. Nikt nas nie słuchał, tak jak nie słuchano głosu przedstawicieli innych narodów zza żelaznej kurtyny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej