W „Wyborczej” z 23 maja pani redaktor Dominika Wielowieyska krytycznie wypowiada się na temat bojkotu reżimowej telewizji przez opozycję. Dyskusja na ten temat trwa od ponad dwóch lat, a jej efekt jest taki, że pisowskie i katoprawicowe szczujnie są odwiedzane masowo przez polityków opozycji.

Mam pewne prawo do wypowiadania się w tej kwestii, bo sam jeden bojkotowałem TVP za czasów prezesury Roberta Kwiatkowskiego (dziś widać, że niepotrzebnie, bo SLD demokracji nie zagrażał).

Od wielu lat bojkotuję media pisowskie i katoprawicowe (te wszystkie TV Trwam i Republikę, „patriotyczne” tytuły oraz – nazwaną „kurwizją” – telewizję rządową).

Służą one bowiem dyktaturze.

Redaktor Wielowieyska namawia opozycję albo do solidarnego bojkotu, albo do działań wymagających koordynacji, a wymierzonych w reżimowych, udających dziennikarzy lizusów. Te działania to m.in. gadżety, mówienie do Michała Rachonia per „rzeczniku”. Sama przyznaje, że wymaga to kreatywności i wyczucia. Łatwo powiedzieć!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej