Bez względu na to, jak i kiedy zakończy się protest opiekunów i ich niepełnosprawnych dzieci, jedno zostanie zapamiętane – bezwzględność władzy. Nic nie usprawiedliwia bezduszności i braku wrażliwości na to, co dzieje się w Sejmie. Kompromitacja byłej premier Beaty Szydło przekroczyła jakiekolwiek granice. Tak tchórzliwego polityka w Polsce jeszcze nie było.

„Wicepremier do spraw społecznych” – to stało się synonimem obojętności, bo wicepremier z pewnością do Sejmu zostałaby wpuszczona, a udaje, że nic się nie dzieje. Trudno zrozumieć, żeby kobieta z ustami pewnymi frazesów o pomaganiu zachowywała się w taki sposób. Albo się boi, albo brakuje jej empatii – jedno i drugie wyklucza ją z polityki.

Premier też przyjechał raz. Zdenerwowany i speszony, wykazał absolutny brak uczuć i uznał, że zadanie zostało wykonane.

Teraz zaczęła się nagonka na osoby, które chcą protestującym dodać otuchy. Wanda Traczyk-Stawska, Joanna Ochojska, Lech Wałęsa. Pohukiwanie, że to polityka. Gdzie w najbliższym czasie kandydują te osoby i jakie partie reprezentują? Szczególnie interesuje mnie kardynał Kazimierz Nycz, którego wizyty rządowa tuba propagandowa nawet nie raczyła zauważyć, choć akurat prowadzącym ten program był człowiek chętnie pokazujący się na salonach w siedzibie arcybiskupów warszawskich przy Miodowej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej