CZWARTKOWE WYSTĘPY – MAZIARSKI

W piątek 11 maja Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód nasłała policję na konferencję naukową Uniwersytetu Szczecińskiego poświęconą Marksowi. Tłumaczyła, że musiała to zrobić, bo dostała donos, iż na spotkaniu może być propagowany ustrój totalitarny.

Skoro prokuratura tak poważnie traktuje wszystkie zgłoszenia ze strony obywateli, to rozumiem, że z równą gorliwością zareagowała na moje doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez męża Beaty Szydło, który poszczuł psami dziennikarkę „Newsweeka” Renatę Grochal. Zgłaszałem to kilka tygodni temu w felietonie, a – jak wiadomo – publikacje prasowe są dla prokuratury takim samym źródłem wiedzy jak oficjalne (a nawet anonimowe) doniesienia obywateli. Dlaczego więc nie słychać, żeby prokuratura posłała funkcjonariuszy na miejsce domniemanego przestępstwa?

Minister spraw wewnętrznych przeprosił później szczecińskich uczonych za interwencję policji. Rozumiem więc, że poważne potraktowanie donosu jakiegoś prawicowego świra nie należało jednak do prokuratorskich obowiązków. Prokurator miał wybór: mógł wyrzucić absurdalne zgłoszenie do kosza. Nie zrobił tego jednak, bo albo sam jest prawicowym oszołomem, albo trzęsie się o stanowisko i stara przypodobać zwierzchnictwu. Łubu-dubu, łubu-dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu, to śledztwo wszcząłem ja, prokurator Jarząbek.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej