Michał Rachoń przejdzie do historii polskich mediów. Jestem przekonany, że już niedługo w podręcznikach dziennikarstwa jego uśmiechnięta twarz znajdzie się na tej samej stronie co twarze prowadzących "Dziennik telewizyjny" ubranych w wojskowe mundury. Po 2015 r. polskie media publiczne, oczyszczone z ponad 200 wrogich lub politycznie niepewnych dziennikarzy, zamieniły się w maszynę do robienia rządowi nachalnej i prymitywnej propagandy.

Rachoń jest nie tylko symbolem tej fatalnej przemiany, ale też wręcz wyznacznikiem propagandowych trendów. W polskich mediach po 1989 r. nie było postaci tak żarliwie i bezwstydnie służącej władzy.

Jego zachowanie w studio „Woronicza 17”, gdy w zeszłą niedzielę próbował sprowadzić dyskusję na temat wynajęcia przez posła PO Stanisława Gawłowskiego mieszkania prostytutce, było skandaliczne. Rachoń próbował w ten sposób bagatelizować trwający wówczas w Warszawie Marsz Wolności organizowany przez opozycję; atakował, że broni ona praw kobiet, a w mieszkaniu jednego z jej polityków prostytutka umawia się z klientami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej