Im bardziej propaganda PRL zohydzała Polskę międzywojenną, tym chętniej Polacy rozpamiętywali jej sukcesy gospodarcze, wspominali mocnego złotego, budowę portu w Gdyni, wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego i jego wielkie inwestycje. Mity dotyczące II Rzeczypospolitej pokutują do dziś, stanowiąc inspirację dla polityków rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Polska, inaczej niż Czechosłowacja i Węgry, nie poprawiła w dwudziestoleciu międzywojennym swojej pozycji gospodarczej. Przyczyną był obecny w niej nadmierny etatyzm, powodujący marnowanie kapitału i krępujący wolną przedsiębiorczość.

Biedny, rolniczy kraj

Historyczne dane statystyczne pokazują, że w dwudziestoleciu międzywojennym Polska nie poprawiła pozycji pod względem dochodów na mieszkańca. Syntetyczny miernik gospodarki, jakim jest PKB, zaczęto stosować dopiero po 1944 roku. Dla oceny poziomu gospodarczego II RP można jednak zastosować  obliczenia brytyjskiego ekonomisty Angusa Maddisona, pioniera w dziedzinie szacowania historycznych danych, odnoszących się do rachunków narodowych. Obliczane przez niego wielkości podawane są w jednej walucie – w dolarze międzynarodowym, uwzględniającym różnicę cen w poszczególnych krajach, a także inflację. Są to szacunki, ale lepszych danych nie ma. Oto co z nich wynika:

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej