Pod koniec marca Prawo i Sprawiedliwość straciło 12 punktów procentowych w jednym z sondaży poparcia dla partii politycznych. Był to największy miesięczny spadek tej partii. Jarosław Kaczyński wyczuł, że jego wyborcom nie spodobały się wysokie nagrody, które Beata Szydło przyznała sobie samej i ministrom. Premier najwyżej wyceniła pracę szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka, który dostał 82,1 tys. zł nagrody. Wysoko oceniła również minister edukacji narodowej Annę Zalewską. Dostała 75,1 tys. zł, tyle samo co wicepremier Mateusz Morawiecki. Inni dostawali najczęściej 65 tys. zł – taką też nagrodę przyznała sobie Szydło.

Prezes Kaczyński uznał, że na sondażowe słupki PiS dobrze zadziała zwrot tych nagród. Uzasadnił to populistyczną ideologią: „Przed wyborami mówiłem, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Społeczeństwo to zapamiętało, stąd ta reakcja na nagrody. Vox populi, vox Dei – głos ludu (to) głos Boga. Jeśli społeczeństwo tego chce, a widać wyraźnie, że chce, to my się przychylamy do tej decyzji i będziemy w związku z tym ponosić finansowe straty, ale dla dobra ojczyzny, dla budowy przeświadczenia społeczeństwa, że polityka rzeczywiście nie jest dla bogacenia się, jest po to, żeby służyć dobru publicznemu. Ministrowie konstytucyjni, sekretarze stanu, którzy są politykami, zdecydowali się na przekazanie nagród, w terminie do połowy maja, do Caritas na cele społeczne”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej