PiS przykłada dużą wagę do oprawy wydarzeń politycznych. W celu oszołomienia przeciwnika i zachwycenia elektoratu z rozmachem organizuje kolejne konwencje, na których tle prezentacja kandydatów na prezydentów największych miast była wyjątkowo skromna. Nie tylko w warstwie wizualnej, ale też werbalnej – prezes Kaczyński monotonnym głosem odczytał nazwiska, nie zdobył się na żadne inspirujące słowo. Nie było wezwania do walki, nie było „zwyciężymy”, zabrakło nawet rytualnych narzekań na Platformę. Wyjaśnień jest kilka.

Najlepszym jest stworzenie alibi na wypadek porażki w wielkich miastach, gdzie PiS nie będzie łatwo wygrać. Prawdziwa władza i pieniądze są w sejmikach i to o nie rządząca partia będzie toczyć największy bój. Skromną prezentacją PiS daje sobie do ręki propagandowe narzędzie. Nie wygrają w żadnym mieście: „No cóż, nie mieliśmy większych oczekiwań”. Coś się uda wywalczyć: „No proszę, a było tak skromnie, a i tak zwyciężamy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej