PiS przykłada dużą wagę do oprawy wydarzeń politycznych. W celu oszołomienia przeciwnika i zachwycenia elektoratu z rozmachem organizuje kolejne konwencje, na których tle prezentacja kandydatów na prezydentów największych miast była wyjątkowo skromna. Nie tylko w warstwie wizualnej, ale też werbalnej – prezes Kaczyński monotonnym głosem odczytał nazwiska, nie zdobył się na żadne inspirujące słowo. Nie było wezwania do walki, nie było „zwyciężymy”, zabrakło nawet rytualnych narzekań na Platformę.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej